Archiwum z Maj 2010

Inspiracją do przygotowania tej notatki stał się serwis internetowy lokalnej parafii pw. Piotra i Pawła, który dostępny jest pod adresem: www.piotrpawel.eu. Jakież zdziwienie pojawia się na twarzy, gdy po wejściu na katolickie strony widzimy reklamę…

Oczywiście nie jest to żadna złośliwość, jednak piętnować należy zaistniałe sytuacje. Sytuacje, w których serwis internetowy został wyposażony w mechanizm statystyk tylko pozornie bezpłatny. W rzeczywistości użytkownik nie zapłaci ani grosza, aczkolwiek musi liczyć się z okienkami reklamowymi, które co jakiś czas będą wyświetlane. Czy warto zatem ryzykować i generować sytuacje podobne do tej przedstawionej powyżej? Czy odbiorca projektu został odpowiednio poinformowany o konsekwencjach?

Wejdźmy głębiej w tematykę parafialnych serwisów internetowych…

Parafialne serwisy internetowe w mniejszych miejscowościach takich jak np. Piekary Śląskie (tutaj ma początek nasza firma oraz dyrekcyjne korzenie)  mają to do siebie, że są organizowane możliwie najmniejszym nakładem środków finansowych lub – o ile to możliwe – bez jakiegokolwiek wkładu.

Z jednej strony można zrozumieć takie podejście, w końcu po co kościół ma płacić za coś do czego sam pewnie nie jest do końca przekonany? Jednakże jest druga strona medalu – odbiorcy, ludzie młodzi, ludzie doby internetu, komputerów, ludzie do których kościół chce docierać przede wszystkim. W tym kierunku poszli np. Franciszkanie, których obsługujemy od kilku lat – prowadzą blogi, nagrywają nagrania video / audio, posiadają własne kanału w serwisie YouTube, FaceBook. Można powiedzieć, że są bardzo „czynni internetowo”.

Które podejście jest lepsze pod kątem formy przekazu? Drukowane parafialne pisemka czy może materiał video z muzyką chrześcijańską w tle, uśmiechami młodych ludzi? Oczywiście z formy papierowej rezygnować nie możemy, ale warto pomyśleć o wzbogaceniu swojego zaplecza. Zachęcamy do korzystania z technologii.

Swego czasu bardzo odradzaliśmy Klientom stosowanie e-mail marketingu w formie wiadomości HTML (czyli takich, które zawierają obrazki, są graficzne a nie stricte tekstowe jak większość wiadomości e-mail wysyłanych każdego dnia na całym świecie).  Z czego wynikało takie, a nie inne podejście?

Z obserwacji naszych programistów … wiele wniosków związanych z bardzo różną interpretacją takich wiadomości przez czytniki pocztowe oraz tzw. webmaile (aplikacje do obsługi poczty elektronicznej działające bezpośrednio w sieci – przez przeglądarkę internetową – np. www.poczta.nazwa.pl lub www.gmail.com , www.poczta.home.pl).

Otóż, wszystko się zmienia! Nasze aplikacje i stosowane rozwiązania są rozwijane nieustannie. „Dzisiaj” możemy się pochwalić opracowaniem zestawu narzędzi, za sprawą których bez obaw możliwe jest rozsyłanie wiadomości w formie graficznej, w formie HTML-TEXT.  Jakie są zasady tworzenia i rozsyłania wiadomości, aby te w powszechnie znanych i stosowanych czytnikach poczty elektronicznej wyglądały zawsze tak samo? Wyglądały po prostu idealnie? Cóż, rdzeń i serce każdej aplikacji oplata tajemnica oraz zasłona milczenia. ;-) Brzmi patetycznie? Nic nie szkodzi. Każda firma powinna chronić własne rozwiązania, a światu prezentować jedynie efekty!

Rok 2009 oraz pierwszy kwartał 2010 zaowocował podpisaniem kilku kontraktów na obsługę e-mail marketingu wśród kilku naszych partnerów biznesowych.  Poniżej prezentujemy część z ostatnio rozesłanych newsletterów, w większości z nich braliśmy także udział w projekcie merytorycznym.

Z narzędzia, które pozwala na samodzielne zarządzanie listą odbiorców oraz tworzenie nowych graficznych wiadomości e-mail (na zasadzie licencji) korzystają także zagraniczne galerie sztuki. Do tej pory udało się nawiązać współpracę z niemiecką galerią ZAK-BRANICKA GALLERY (przeczytaj referencję którą otrzymaliśmy od Klienta)oraz fińską placówką HELSINKI SCHOOL. Zaufał nam świat, zaufaj i Ty, drogi czytelniku.

Biuletyny są rozsyłane za sprawą firmowych autorskich narzędzi. Każdy może zakupić licencję na użytkowanie aplikacji lub wysyłać pojedyncze wiadomości, bez konieczności zakupu licencji – wtedy pobierana jest opłata z tytułu projektu (składu) oraz każdorazowej wysyłki. W obu przypadkach podpisywana jest umowa o zachowanie poufności przygotowana przez naszego prawnikawszystko z myślą o Państwa wygodzie i poczuciu bezpieczeństwa.

Jeżeli jesteś zainteresowany współpracą w zakresie przygotowania oraz wysyłki newsletterów – napisz do nas właśnie teraz.

Aktualizacja przeglądarki internetowej (np. Firefox, IE, Opera) wygląda na ogół tak, że program sprawdza dostępność nowej wersji (w zależności od ustawień – robi to okresowo lub każdorazowo po załadowaniu programu) i prosi o zgodę na przeprowadzenie aktualizacji do możliwie najwyższej, stabilnej wersji. Pamiętajcie! Regularne aktualizacje są ważne, są potrzebne!

Od jakiegoś czasu na rynku przeglądarek internetowych figuruje produkt Google o wdzięcznej nazwie GOOGLE CHROME. Osoby, które na bieżąco śledzą bomby technologiczne prezentowane przez Google wiedzą, że firma lubi zaskakiwać niekonwencjonalnym (aczkolwiek po głębszym zastanowieniu bardzo praktycznym) podejściem do użytkownika. I tak jest w przypadku procesu aktualizacji przeglądarki Google Chrome…

Czym różni się proces aktualizacji od „obrzydliwego standardu”, do którego jesteśmy przyzwyczajeni przez lata?

  • Google instaluje w naszym systemie małe narzędzie, które cały czas działa „w tle” i monitoruje pracę systemu. W ten sposób informuje o dostępnej aktualizacji bez konieczności włączania przeglądarki Google CHROME. Jeżeli korzystamy z kilku przeglądarek jest to bardzo wygodne rozwiązanie.
  • Google nie pyta o to, czy aktualizacja może zostać pobrana i załadowana do systemu … Po prostu informuje, że pobrał aktualizację i jeżeli nam się to nie podoba możemy ją skasować, zupełnie inne, nowatorskie podejście, prawda? Jak myślicie? W prawdzie docelowo efekt jest ten sam (świeża wersja oprogramowania), aczkolwiek sposób prezentacji zupełnie nietypowy. Zrzut ekranu poniżej.

Główną misją, celem nadrzędnym firmy od początku jej istnienie jest: skatalogowanie światowych zasobów informacji i uczynienie ich powszechnie dostępnymi i użytecznymi – jako firma informatyczna o zbliżonym profilu działalności (my również pracujemy nad rozwojem aplikacji w sieci Internet, w oparciu o przeglądarkę internetową) chylę czoła nad założycielami Google oraz zespołem kilkunastu tysięcy pracowników na całym świecie, którzy w pocie czoła pracują nad formą tego internetowego giganta.  No właśnie … internetowego. Czy aby na pewno? Coraz więcej słyszy się na temat pojawienia się Google w życiu publicznym, w punktach usługowych, pewnie się i tego doczekamy. Co będzie? Czas pokaże.